Każdy człowiek marzy o tym, by być szczęśliwy. Każdy człowiek marzy również o tym, by mieć udane życie na miarę swoich wyobrażeń o tym, jak takie udane życie powinno wyglądać. Jednak jakże wielu ludzi reprezentuje sobą całkowite przeciwieństwo szczęśliwego i udanego życia.

Przyczyny tego są różne.

 

Na pierwszy plan od razu wysuwa się społeczny system myślenia i funkcjonowania. Wielu ludzi uważa, że mają niewielki wpływ na swoje życie i jego jakość i w związku z tym również niewielki wpływ na to, aby zmienić je całkowicie, a zmienić na lepsze każdy jego aspekt. Uważają, że jest to na pewno niemożliwe i trzeba się z tym pogodzić. A przypadki osób, którym się udaje, też potrafią odpowiednio sobie i innym wytłumaczyć: „To są po prostu ci szczęśliwcy, do których ja przecież nie należę”. Ludzie tak myślący często udowadniają, że świetnie znają się na realiach życia i wiedzą wszystko najlepiej, a że czasem trafi się ktoś, komu się dobrze wiedzie, a miało się go za tego gorszego, naiwnego i mniej rozumnego – no cóż – i na takie sytuacje znajdzie się wytłumaczenie, np.: „Przecież głupi ma zawsze szczęście”. Każdy człowiek, który chce zmienić jakość swojego życia, musi uwierzyć w siebie i zrozumieć, że jest władny zmienić je na lepsze w każdym momencie, choćby nie wiem jak przegrane i beznadziejne się ono wydawało. Pracę nad zmianami można zacząć od takich afirmacji jak:
Ja (swoje imię) ufam sobie oraz swoim nieograniczonym możliwościom twórczym.

- Ja (swoje imię) mam odwagę, wolę, chęć i moc dokonywania wszelkich pozytywnych zmian w swoim życiu.

- Bóg wspiera mnie (swoje imię) we wszystkich moich działaniach.

 Oczywiście to są afirmacje, od których możemy rozpocząć pracę nad sobą, ale potem i tak czeka nas solidna praca nad samooceną.

 

Warto tutaj zapoznać się też z lekturami na temat prawa kreacji, żeby zrozumieć, jak ono działa w naszym życiu i w jaki sposób kształtujemy nasze życie. A kształtujemy je sobie sami. Życie każdego człowieka to zmaterializowany bilans jego myśli i wierzeń, zarówno tych świadomych, jak i podświadomych (z tych ostatnich najczęściej większość ludzi nie zdaje sobie sprawy). Oczywiście oprócz odpowiedniej lektury zachęcam też do uczestnictwa w różnego rodzaju warsztatach i seminariach na ten temat, gdyż nic nie zastąpi praktycznej nauki świadomej kreacji połączonej z oczyszczaniem swojego umysłu z negatywnych przekonań i wzorców myślowych. 

 

Wielu ludzi w społeczeństwie uważa, że szczęśliwe i udane życie prowadzi niewiele osób i na pewno oni do tych szczęśliwców nie należą. Pozostaje im tylko jakoś znosić swoje życie, którego nie za bardzo lubią i zazdrościć lepszego życia innym. Takie przekonania również biorą się z braku wiary w siebie i w swoje możliwości. Lecz skąd bierze się taki brak wiary w siebie? 

 

Najważniejsza przyczyna to niskie poczucie własnej wartości. Od naszego poczucia wartości zależy wszystko w naszym życiu. Samoocena – czyli samo ocenianie się – jest to zbiór różnych naszych wyobrażeń i przekonań na temat nas samych, jak również na temat tego, na co zasługujemy, a na co nie, co jest dla nas możliwe, a co nie, itd. Na przykład, jeżeli ktoś nie wierzy, że może coś osiągnąć, to najczęściej nie podejmuje nawet działań, żeby spróbować osiągnąć swój obrany cel. Niewiara w siebie skutecznie go zniechęca do działań i wyłącza mu jego system motywacyjny. Często czują to przez pewien okres nawet Ci, którzy pracują nad sobą. Jest to odczuwane najczęściej w postaci oporów i niechęci do pracy nad sobą, jednak po pewnym czasie opór zanika, ponieważ dzięki pracy nad sobą zmieniają się również wyobrażenia na temat swoich możliwości. Zaczynamy bardziej wierzyć w siebie, w związku z tym w umyśle pojawia więcej myśli mówiących o tym, jak osiągnąć to, na czym nam zależy, a nie czy to jest w ogóle możliwe. 

Im wyższa samoocena, tym lepsza jakość życia.

Pozytywne myślenie o sobie i swoim życiu to nie żaden mit. Im pozytywniej i z większym szacunkiem myślimy o sobie i swoim życiu, tym jest ono lepsze i przyjemniejsze i tym lepiej nam się w nim wiedzie. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który byłby krytyczny wobec siebie, nie lubił siebie i nie traktował siebie z szacunkiem, a zarazem był zadowolony z siebie i swojego życia. Trzeba się zdecydować. Albo doceniam siebie albo nie. Pozytywne myślenie to nie to samo, co tworzenie „landrynkowego świata”. Praca nad sobą nie polega na zakłamywaniu siebie i udawaniu, że jest wszystko w porządku, kiedy naprawdę nie jest. Nie polega również na tworzeniu alternatywnych światów i coraz większym zamykaniu się w nich, uciekając jednocześnie od swojego życia i rzeczywistości. Nasze pozytywne zmiany mają się dokonywać tu i teraz w świecie realnym, czyli w naszym życiu.

Prawo do szczęścia i udanego życia posiada każdy. Tutaj nie ma mniej czy bardziej zasługujących na nie. Jednak każdy zainteresowany szczęśliwym i udanym życiem musi podjąć niezbędne dla niego działania, żeby taki stan w życiu osiągnąć. Niestety często ludzie realizują w swoim życiu coś wręcz odwrotnego. Istnieje wiele osób, które wręcz gloryfikują cierpienie. Ludzie tacy często uważają, że cierpienie jest w życiu każdego dobrego człowieka naturalne i oczywiście, wręcz nieodzowne. Ludzie tacy najczęściej budują swoje poczucie własnej wartości właśnie na cierpieniu, żyjąc nim, chwaląc się nim, eksponują je tak, żeby było widoczne dla jak największej liczby ludzi. Ludzie tacy często gardzą tymi, którym w życiu się powodzi, mając nadzieję, że np. po śmierci rachunki się wyrównają i Bóg ich ukarze, a cierpiących nagrodzi. W rzeczywistości jednak ludzie cierpiący często zazdroszczą tym, którym się lepiej powodzi, gdyż tak naprawdę sami by tak chcieli żyć, a wierzą, że jedyne, na co ich stać w życiu, to cierpienie.

Żeby być szczęśliwym człowiekiem i prowadzić udane życie, trzeba być na to gotowym i zdecydowanym pod każdym względem. Ale jak tu być zdecydowanym, kiedy tyle spraw jest ważniejszych. Na przykład odpowiedzialność za innych rozwinięta do takiego stopnia, że zmusza nas do zrezygnowania z siebie na rzecz innych, czyli do poświęcania się. Poświęcenie to rezygnacja z siebie na rzecz czegokolwiek bądź kogokolwiek innego. To uznanie, że są rzeczy ważniejsze ode mnie i moich potrzeb i spraw, np. potrzeby i sprawy innych. Możemy uczyć się robić coś dobrego dla innych w sposób taki, żeby dbać również o siebie i swoje sprawy. Są jednak momenty w życiu, kiedy trzeba innym powiedzieć po prostu „nie”. Z wyższą samooceną i z pełnym przekonaniem, że mamy prawo dbać o siebie, przyjdzie nam to bez trudu.

 

Jest to ważne, gdyż możemy spotkać na swojej drodze życia wielu ludzi, którzy będą chcieli, żebyśmy zrezygnowali z siebie i swojego szczęścia najczęściej po to, by oni mogli się realizować, nierzadko naszym kosztem. Przydaje się tutaj popracować z afirmacją: 

 

- Ja (swoje imię) zawsze wiem, czego chcę i realizuję to bez oglądania się na innych. 

 

Ta afirmacja, choć egoistycznie brzmi, to jednak bardzo pomaga przepracować ten problem. Nie bójmy się natomiast oskarżeń o egoizm. Warto się zastanowić, kto jest większym egoistą. Ten, który realizuje siebie, czy ten, który wymusza na nas, byśmy zrezygnowali ze swojego szczęścia i spełnienia po to, by on mógł być szczęśliwy i zadowolony. 

 

Nasze szczęście i jego urzeczywistnienie powinno być dla nas najważniejsze. Tylko wówczas możemy je osiągnąć. 

Człowiek powinien czuć się odpowiedzialny tylko za siebie i za swoje czyny.

 

Wielu mnie pyta po usłyszeniu takiego zdania: „A co z dziećmi i rodziną, co z naszymi najbliższymi?” Ja to rozumiem tak – jak ktoś jest odpowiedzialny za siebie i swoje czyny, to zawsze będzie dbał o to, żeby jego czyny względem najbliższych były zawsze odpowiedzialne, czyli dobre. Ponadto myślę, że w stosunku do swoich najbliższych, np. dzieci, warto nauczyć się kierować miłością. Prawdziwa miłość nie jest w stanie nikogo skrzywdzić i zawsze będzie nami kierowała w taki sposób, że będziemy wiedzieć i czuć, co jest dobre i co warto w danym momencie robić. 

Niestety są ludzie, którzy uważają, że powinni brać odpowiedzialność za wszystko, co się da. Za rodzinę, za przedszkole, za szkołę, za państwo, za kościół, za Jezusa, za krzyż itd.  Trudno być tak obarczonym i jednocześnie szczęśliwym.  Odpowiedzialność za innych często wiąże się z częstym martwieniem się lub wręcz umartwianiem. Są ludzie, którzy wierzą, że to jest właśnie przejaw czystej miłości. Skoro tak, to nie rozumiem, dlaczego po latach tak „wspaniała” miłość wpędza wielu z tych ludzi w różne stadia nerwic lękowych, nerwic natręctw, dołów, stanów depresyjnych i wielu innych dolegliwości, których z biegiem czasu coraz bardziej doświadczają. Umartwianie się i związane z tym zadręczanie się nie ma nic wspólnego z czystą miłością i szczęśliwym życiem. Umartwianie się jest pułapką. Umysł człowieka przyzwyczajonego do umartwiania się często nie szuka rozwiązań. Po prostu woli się umartwiać. A nierozwiązane sprawy dają nieograniczone pole do umartwiania się. I powstaje kółko zamknięte. Im bardziej się martwimy, tym więcej spraw nie rozwiązujemy, a im więcej jest ich nierozwiązanych, tym więcej mamy powodów do umartwiania się. Umartwiającym się ludziom trudno jest być rzeczowym i konkretnym i to często jest powodem tego, że nie rozwiązują swoich problemów.  Ogromny wpływ na jakość naszego życia ma relacja z rodzicami. W swojej pracy spotkałem już wielu ludzi nieszczęśliwych z powodu tego, czego doświadczali w domu rodzinnym. I mimo tego, że wielu z nich już dawno nie mieszka z rodzicami, a nawet są już w takim wieku, że już ich po prostu nie mają, to jednak pamięć tamtych przeżyć wciąż odbija swoje negatywne piętno na ich obecnym życiu i relacjach z innymi. W okresie dzieciństwa nabywamy i tworzymy całą gamę wzorców, mechanizmów, reakcji przekonań i wyobrażeń, które pozostają nam jako spadek z dzieciństwa w naszym dorosłym życiu. Im bardziej dzieciństwo było przykre i negatywne, tym więcej negatywnych wzorców, mechanizmów, reakcji przekonań i wyobrażeń działa aktywnie w naszym życiu, uprzykrzając je nam, a to z kolei uniemożliwia nam bycie szczęśliwym. Relacje z dzieciństwa trzeba oczyścić i uzdrowić nawet wtedy, kiedy nie mamy już żadnego kontaktu z mamą czy tatą.  Na drodze do szczęścia trzeba pozbyć się również wszelkich pretensji i żalów, a także całej pamięci bólu i cierpienia, jaka wiąże się z żalami i pretensjami. To jest tak ważny temat, że zamierzam poświęcić mu osobny artykuł. Wielu ludzi woli podtrzymywać w sobie swoje żale i pretensje w pełnym przekonaniu, że są one przecież jak najbardziej słuszne. Pretensja to nic innego, jak punkt widzenia siebie jako istoty poszkodowanej. Osoba taka kreuje się na ofiarę. W praktyce, w różnych sytuacjach, znowu obrywa od ludzi i życia nawet wtedy, kiedy racja jest po jego stronie. W efekcie pogłębia się poczucie bycia ofiarą i rośnie poczucie wielkiej niesprawiedliwości. Z takim nastawieniem rośnie tylko w nas złość i gniew, które z czasem mogą przerodzić się w nienawiść i chęć zemsty. Tutaj sprawdza się powiedzenie, że czasem lepiej być po prostu szczęśliwym, niż mieć rację. Na drodze do szczęśliwego i udanego życia trzeba przepracować w sobie poczucie bezpieczeństwa w świecie i w relacjach z Bogiem i ludźmi. Poczucie bezpieczeństwa to fundament, na którym warto budować swoje życie. Ludzie o wysokim stopniu poczucia zagrożenia często zamykają się w sobie i wycofują z życia, a każde działanie, z uwagi na aktywnie odczuwane lęki, potrafi być dla nich udręką.
Tak samo ważne jest poczucie niewinności. Poczucie winy rozwija w człowieku ogromne poczucie niegodności. Człowiek czujący się winny oczekuje na konsekwencje, czyli na karę. Niestety w naszym społeczeństwie obwinianie jest na porządku dziennym. Poczucie winy nie jest nam do niczego potrzebne. Nawet jeżeli coś złego zrobiliśmy, lepiej starać się to „zło” naprawić i zrekompensować osobie pokrzywdzonej, niż obwiniać się. Dlatego na drodze do szczęśliwego i udanego życia trzeba rozwinąć w sobie poczucie niewinności.

 

Na drodze do szczęśliwego i udanego życia wielu ludzi musi uwolnić się od różnych obciążeń z poprzednich wcieleń. W podświadomości może istnieć cała gama różnych pozostałości po dawnych praktykach lub naszych przeżyciach z przeszłości, które realnie działają w naszym życiu tu i teraz, nierzadko je utrudniając i komplikując. 

 

Odreagowywałem już wielu ludzi, którzy np. wierzyli, że poprzez ograniczanie siebie, udręczanie się, kreowanie w swoim życiu bólu i cierpienia przybliżą się tym samym do Boga i szczęścia. Efekt tego był taki, że Boga i szczęścia nie było widać, za to bólu i cierpienia nigdy tym osobom nie brakowało. Jednak często to właśnie ból i cierpienie są główną motywacją do działania dla tych, którzy mają już dość i zaczynają chcieć coś ze swoim życiem zrobić. 

 

Jedno niewątpliwie jest pewne. Każdy może być szczęśliwy. Każdy może zmienić swoje życie na lepsze, choćby nie wiem jak uważał, że jest przegrany i że w jego życiu już nie da się nic zmienić. Wystarczy chcieć i być gotowym na to, by tu i teraz zrobić wszystko, co jest niezbędne, żeby być szczęśliwym. 

 

Warto tutaj też wspomnieć, że na drodze do szczęścia pomaga nam ogromna siła. Tą siłą jest Bóg. Niezależnie co o nim sadzisz pamiętaj, że Bóg Ci sprzyja, Bóg Ci jest przyjazny, Bóg Ci jest życzliwy. Warto odwoływać się do Niego i prosić o pomoc i wsparcie we wszystkich działaniach na swojej drodze do sukcesu. 

 

Powodzenia! 

Autor: Dariusz Loga

15/05/2013

Moje prawo do szczęśliwego i udanego życia

Podróż w głąb siebie...

Ezotericuss

 

Dariusz Loga

Regresing